środa, 12 marca 2014

W oczekiwaniu na podróże

Mamy ze starszą córką taki (niemal) codzienny rytuał, logujemy się na stronę Wizzair i sprawdzamy ile jeszcze dni pozostało nam do najbliższego wyjazdu. Oczywiście dni wcale nie upływają nam tak szybko jak byśmy tego chcieli, podróż do Izraela dopiero za nieco mniej niż miesiąc, a dopiero później kolejne.

Mimo to jest co robić. Wiza azerska sama się nie załatwi, a my już po pierwszych problemach z tym związanych... Jeszcze kilka lat temu podróżni z Polski mogli wyrobić sobie wizę już po znalezieniu się na przejściu granicznym, na przykład na lotnisku w Baku, od którego my rozpoczniemy pobyt w Azerbejdżanie, ale niestety, teraz nie ma tak dobrze, choć z przecieków można się dowiedzieć, że ułatwienia wizowe MSZ naszego kraju ma załatwić "lada chwila". Jak znam życie to owo "lada chwila" wydarzy się wtedy, kiedy my już przejdziemy naszą drogę przez mękę... :)



Jak już wspomniałem we wcześniejszym wpisie, formalności wizowe załatwiamy na pośrednictwem jednego z biur turystycznych akredytowanych przez rząd w Baku do wydawania wiz elektronicznych. Potencjalnie oszczędza to wiele czasu, bo nie trzeba jechać do Warszawy do ambasady by złożyć wniosek, a potem odebrać wizy (ambasada dla chętnych otwiera swe podwoje dwa razy w tygodniu na w sumie 6 godzin) , jednak trudno określić kontakt mailowy z azerskim biurem jako łatwy. Prędkością odpisywania na maile nie grzeszą, o formularz do wypełnienia musiałem dopraszać się w 3 wiadomościach. Dodatkowym problemem jest to, że do ambasady Azerbejdżanu jak do tej pory nie udało mi się dodzwonić, a mam kilka pytań na które odpowiedzi przydałoby się mieć z pierwszej ręki.

Kolejny problem to potwierdzenie rezerwacji hotelu (bez tego nie da rady). Noclegi rezerwowaliśmy przez serwis booking.com, niestety samo zabookowanie pobytu dla azerskiego MSZ nie jest wystarczające, musimy jeszcze mieć pisemne potwierdzenie rezerwacji, wystawione przez hotel, z pieczątką oraz podpisem. I tutaj znów - poczekamy. Niby czasu jeszcze pod dostatkiem - półtora miesiąca, a czas oczekiwania na wizę po złożeniu wniosków to 10-14 dni roboczych, więc nie czuję strasznej presji czasu, ale "po drodze" czeka nas jeszcze 10 dni poza Polską, a potem Wielkanoc... 

Mimo wszystko warto zrobić sobie troszkę problemów i zaliczyć lekkie nerwy po to, żeby w końcu załatwić wszystkie formalności i odwiedzić kraj, który dla wyjeżdżających turystycznie z Polskie raczej nie jest jedną z najpopularniejszych destynacji. A który w zgodnej opinii "tambylców" bardzo wart jest zobaczenia i przeżycia.


P.S.
Dziś zostanie oficjalnie podana do wiadomości publicznej informacja o tym, że z lubelskiego lotniska do Rzymu poleci linia lotnicza Carpatair. To dobra wiadomość dla LUZu, bo ostatnio straciliśmy dwa kierunki (Liverpool oraz Dublin) za sprawą zmian w polityce PKS, to znaczy Ryanair ;) Carpatair pewnie będzie mieć mocne wejście, bo pierwsze loty są na kilka dni przed kanonizacją JP2, więc powietrza wozić nie będą. Bilety mają zaczynać się od 79 eur w jedną stronę, czyli low cost to to nie jest, ale w cenie mamy bagaż rejestrowy o wadze 23 kg oraz trochę inny standard cabin crew, niż w tanich liniach lotniczych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz