sobota, 14 czerwca 2014

Kreta, nasz ideał. Cz. 2


Jestem szczęśliwa, ale mi dobrze, jest super, świetnie się czuję, lubię to, podoba mi się, to miejsce jest idealne, ale świetnie, cudownie, że tu jestem, miłe ciepło, błogostan, .. i tak w kółko. Tak właśnie się czułam na Krecie, operowałam językiem szczęścia i zadowolenia i w sumie nie wiem co mnie w ten nastrój wprawiało. Może był to lazurowy kolor morza, może była to pusta plaża, na której mogłam być sama i cieszyć się z bycia tu i teraz oraz czerpać ciepło z nagrzanych słońcem kamieni, może to był chleb z oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia podawany w restauracji przed posiłkiem, może to było ciasto pomarańczowe i raki podawane po kolacji zupełnie za friko, może to był uśmiech i wypowiedziane słowo "kalimera" (dzień dobry) od przechodnia, który widział mnie pierwszy raz w życiu, a może to był stan po winie za 1 euro, w którym można było wyczuć smak greckiego słońca.


Na pewno na nasze samopoczucie wpłynęły również miejsca, które odwiedziliśmy. 
Pałac w Knossos od lat był na naszej liście "must see". Pobyć, dotknąć, poczuć świetność kultury egejskiej zawsze nam chodziło po głowie. I rzeczywiście kiedy spacerowaliśmy labiryntami pałacu czuliśmy moc, zauważalna była wyższość cywilizacji z Krety nad innymi ówczesnymi europejskimi ośrodkami życia. W nastrój nas wprowadziła również powtórka z mitologii. Cały, poprzedzający wyprawę do Knossos, wieczór czytaliśmy dziewczynom mity związane z Kretą. Była opowieść o Zeusie, który porywa i uwodzi księżniczkę Europę, o ich synu Minosie, który rządził Kretą, o Minotaurze, który urodził się z romansu jego żony, Pazyfai z bykiem, o Ariadnie i Tezeuszu i wreszcie o Dedalu, który zaprojektował labirynt oraz o jego napowietrznej ucieczce z wyspy z synem Ikarem. Dziewczyny były zafascynowane, ciągle prosiły o więcej opowieści.





Michał natomiast najbardziej zafascynowany był figurkami minojskich boginek, a właściwie ich ubiorem, który nie zakrywał piersi. Kilkakrotnie przeszedł stragany z pamiątkami z nadzieją, że znajdzie dla mnie taki strój, ale na szczęście kreteńscy sprzedawcy nie mieli tego w asortymencie.


Na Krecie ślad po sobie zostawili również Wenecjanie, którzy w XVI wieku przyczynili się do rozwoju wielu miast na wyspie, wiele założyli sami. Jednym z nich jest Rethymnon, w którym zbudowali największa na Krecie fortecę. Spacer po wszystkich jej zakątkach, wieżyczkach, magazynach, wokół meczetu (pozostałość po osmańskiej okupacji wyspy) i obok postawionej świątyni chrześcijańskiej to świetnie spędzony czas, w czasie którego nie brakowało chowania się, ganiania i  zachwytu nad rozciągającymi się krajobrazami.





Po zejściu z fortecy powłóczyliśmy się chwilę wąskimi uliczkami, zastawionymi stolikami z klimatycznych knajpek oraz straganami z suwenirami, przeszliśmy pod stary port wenecki, gdzie wciąż byliśmy zapraszani (po rosyjsku, choć wyglądem, stylem, a przede wszystkim ilością złota, wyraźnie różnimy się od Rosjan) na świeże ryby i owoce morza, a dziewczyny do pokoi zabaw dla dzieci, które to posiadała niemal każda tawerna.






Podobny klimat ma miasto Chania. Wenecjanie w nim również zaznaczyli swoja obecność budując port. Miasto zostało zbombardowane w czasie II wojny światowej i do tej pory w wielu miejscach widać pozostałości starych zabudowań. Nikt ich nie wyburza, nikt ich nie remontuje, obok stawiane są nowe kamienice, budynki mieszkalne.






Miasto ma swój urok, szczególnie jak się zboczy z głównych deptaków. Wąskie uliczki, którymi tylko pieszy może przejść, zwisające, pnące kwiaty na ścianach budynków, zapach potraw wychodzący na ulice przez otwarte na oścież drzwi domów, gwar rozmów. Ale nam w Chanii to najbardziej podobał  się plac zabaw. Dziewczynom z wiadomych przyczyn, ja bo miałam widok na morze i zabawione Julkę z Nastką, a Michałowi bo było free wi-fi ;)

Ale numerem jeden na Krecie była dla nas wyspa Balos. Piasek w butach i lazurowe laguny to jest to co lubię najbardziej. Początkowo na Balos mieliśmy się dostać wycieczkowym promem, ale po sprawdzeniu cen (25 euro za osobę promem vs. 2 euro za wstęp samochodem) okazało się, że prom to rozwiązanie dla totalnych leni, czy też ludzi, którym brakuje wyobraźni, żeby spróbować "inaczej". Żeby dotrzeć na miejsce trzeba pokonać samochodem nieutwardzaną drogę. Była to jedna z najpiękniejszych dróg jaką jechaliśmy. Po jednej stronie zatoka, po drugiej strome zbocza wzgórz, biegające kozice górskie (wspinające się na niemal pionowe ściany!) i brak asfaltu - wszystko to składało się na  niepowtarzalność tego miejsca, aż było żal jak droga się skończyła.




Na końcu samochodowej drogi czekała na nas równie piękna ścieżka do pokonania piechotą. Do wyspy schodziliśmy zboczem góry i już po kilku minutach ukazał się przed nami widok na wyspę Balos. Po drodze było kilka tarasów przygotowanych specjalnie dla tych, którzy chcieliby fotografować. Ale od robienia zdjęć dużo lepsze było po prostu zatrzymanie się i  patrzenie. 



Obawialiśmy się, że na wyspie spotkamy dzikie tłumy, bo do tego właśnie przygotowywały nas różne internetowe relacje i rzeczywiście po dojściu do plaży było trochę ludzi, ale po godzinie niemal wszyscy wsiedli na statek wycieczkowy i odpłynęli, a my mieliśmy ten raj niemal wyłącznie dla siebie.









No i co? Chyba nic dziwnego, że płakaliśmy kiedy nadszedł czas odlotu do Polski. Z tej podróży wywieźliśmy nie tylko cudowne wspomnienia, ale i kolejny cel na naszej liście marzeń. Dom na Krecie. Kto wie? Może kiedyś się spełni.



5 komentarzy:

  1. Super zdjęcia. My też dopiero wróciliśmy z Grecji i powoli wrzucamy na bloga nasze fotorelacje.
    Pozdrowienia dla podróżującej rodzinki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, my również pozdrawiamy i do przeczytania :)

      Usuń
  2. trzymam kciuki za ten dom na Krecie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem szczęśliwa, ale mi dobrze, jest super, świetnie się czuję, lubię to, podoba mi się, to miejsce jest idealne, ale świetnie, cudownie, że tu jestem, miłe ciepło, błogostan - Tez tak mam za kazdyn razem...co 10 minut powtarzam tez 'Ja chce tu mieszkac!!!!!' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzeba się przeprowadzić :) Nic trudnego, a sytuacja w Polsce wręcz zachęca, by się przenieść gdzieś indziej, gdzie ludzie są fajniejsi, a słońce świeci mocniej i dłużej :)))

      Usuń