czwartek, 19 czerwca 2014

Norwegia + Szwecja, cz. 1 - Fine art of packing ;)

To już miesiąc odkąd wróciliśmy z Krety i długie przebywanie w jednym miejscu zaczęło się nam nużyć, nawet pomimo tego, że ostatnio czas mamy zajęty przygotowaniami do wielkiej przeprowadzki na drugi koniec Europy.

Na szczęście już jutro ruszam z córkami do Norwegii, na 4-dniowe oglądanie fiordów, w tym jednodniową wycieczkę promem do Szwecji. Justyna zostaje w Polsce i jedzie z koleżanką na koncert 30 Seconds to Mars (do końca nie wiem, czy bardziej słuchać Jareda Leto, czy się na niego gapić). Bilety kupiliśmy na lotnisku w Chani na Krecie, kiedy czekaliśmy na samolot z powrotem do Polski, 3 bilety na trasie Lublin - Oslo Sandefjord - Lublin kosztowały nas jedynie 356 złotych, do tego dokupiłem jeszcze prom z Sandefjord do Stromstad i z powrotem, za jedyne 65 złotych.

Właściwie to spakować się mogliśmy jeszcze jutro, bo wylot mamy po południu, ale chciałem już poczuć atmosferę podróży, dziewczyny też nie mogły się doczekać, więc zabraliśmy się za to dzisiaj. Przed wyprawą do Izraela w kwietniu kupiliśmy w Decathlonie bardzo fajny plecak, Forclaz 30, głównie dlatego że był przeceniony na 49 zł, ale "w praniu" okazało się, że jest niemal idealny, wygodny, pojemny, a poza tym bez problemów wchodzi do Wizzair jako mały bagaż kabinowy, więc zamówiliśmy jeszcze jeden i do tego nowe śpiwory dla nas wszystkich. Plecaki wydają się być małe, ale o dziwo, bez większego trudu udało się nam zmieścić do nich:
- namiot Fiord Nansen Islandia II
- grubą karimatę
- 3 śpiwory
- zapas ubrań na zmianę
- poduszki Julki i Nastki


Po spakowaniu nasze dwa plecaki wcale nie wyglądają na przeładowane, co więcej, jestem pewny że zmieści się do nich jeszcze trochę drobiazgów, a także nieco jedzenia, które planujemy zabrać ze sobą z domu, żeby ograniczyć koszty. W końcu Norwegia to jeden z najdroższych krajów świata...


Mieliśmy spory problem z tym, jak będziemy rozbijać namiot bez stalowych szpilek, których na pewno nie pozwolono by nam zabrać na pokład samolotu, na szczęście na forum Fly4Free, kiedy pytałem o jakieś plastikowe zamienniki, doradzono mi.. szpilki do agrowłókniny :) Kosztowały one 25 złotych za 24 sztuki w Obi. Jutro przetestujemy, czy ochrona lotniska nie będzie miała do nich żadnych obiekcji.


Tak w ogóle, to Julka i Nastka na początku trochę kręciły nosem na spanie w namiocie, wołały żebym rezerwował hotel, najlepiej z basenem, tak jak na Krecie, ale po chwili tłumaczenia ile to kosztuje, stwierdziły, że może być i namiot. Tym bardziej, że w Norwegii biwakować można wszędzie, nawet na prywatnych terenach, pod warunkiem rozbicia się nie bliżej niż 100 metrów od domostw ludzkich. Nie bez znaczenia w dyskusjach na temat miejsca noclegu był też fakt, że będziemy w Norwegii akurat wtedy, gdy przypadać będą najdłuższe dni w roku! W sobotę i niedzielę zachód słońca jest tam dokładnie o 23:00, a zupełnie ciemno pewnie zrobi się jeszcze później i takie coś szkoda oglądać z hotelowego okna!

Na koniec muszę jeszcze spakować trochę rzeczy do torby: kosmetyki, lekarstwa na wszelki wypadek, dokumenty, karty pokładowe i bilety na prom, aparat fotograficzny, czołówkę oraz całą masę pierdółek. Trzeciego plecaka nie bierzemy, bo Nastka jest jeszcze za mała żeby nosić, a mnie z dwoma na pewno byłoby aż zbyt wygodnie.

Zabieramy ze sobą jeszcze jedną rzecz, bez której absolutnie nie ma mowy o ruszaniu się gdziekolwiek - iPada.


Ratował on nam atmosferę na wyjazdach już wiele razy, kiedy dziewczynki były znudzone/zmęczone i zaczynały wariować, kłócić się i tak dalej, ale przede wszystkim to nasze ruchome centrum komunikacji ze światem, a dzięki adapterowi do kart SD będziemy mogli na bieżąco wrzucać zdjęcia z Norwegii i Szwecji na naszego bloga. Oczywiście w tym celu będziemy jeszcze musieli znaleźć WiFi, ale w Sandefjord jest McDonald, więc zajdziemy na cheesburgery po 12 złotych i przy okazji zaktualizujemy bloga.

Niedawno trafiłem też na dobrą promocję na Skype: http://www.skype.com/pl/offers/free-unlimited-world-calling-subscription/ Pierwszy miesiąc dzwonienia na komórki i stacjonarne na cały świat jest za darmo, więc  jutro zarejestruję się i przyda się to nie tylko przez najbliższe 4 dni, ale i potem, kiedy wyjedziemy z Polski. A jeśli usługa okaże się fajna, to pewnie zostawimy ją sobie na okres płatny, żeby mieć kontakt z bliskimi.

Jutro punkt 15:00, albo nawet chwilę wcześniej, jesteśmy na nasz Lublin Airport, na którym na pewno zrobię sporo zdjęć i napiszę kilka słów na blogu, bo bardzo kibicowałem jego powstaniu, a poprzednim (i jedynym) razem gdy z niego lecieliśmy, w październiku ubiegłego roku na Halloween do Irlandii, wylot (i powrót też) były ciemną nocą, więc nie bardzo było jak fotografować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz