czwartek, 24 lipca 2014

7 rzeczy których być może nie wiecie o Gibraltarze

Minęły 3 tygodnie odkąd przyjechaliśmy i chyba już troszkę się tutaj zadomowiliśmy. 
Udało się już mi znaleźć pracę, po wysłaniu zaledwie kilkunastu CV i jednej rozmowie kwalifikacyjnej. Teraz już tylko czekam na podpisanie umowy, by zacząć swoją karierę jako obsługa klienta w firmie zajmującej się (oczywiście) internetowym hazardem. Większością moich klientek będą znacznie posunięte w wieku mieszkanki USA, które siedząc całymi dniami w domu, potrafią podobno przepuścić na hazard online ogromne kwoty.

Jeśli chodzi o zarobki, to kokosów nie będzie, ale z drugiej strony zarobie tyle, że Justyna nie będzie musiała iść do pracy, jeśli nie będzie chciała i mimo wszystko pewnie uda nam się żyć na znośnym poziomie, czasem wypuścić się na jakiś wyjazd (na celowniku: Lizbona oraz Maroko) i odkładać na mój wymarzony dom na jednej z greckich wysp i stado owiec :)))

Codziennie życie w nowym miejscu potrafi nieźle zaskoczyć. To się nazywa szok kulturowy i Justyna pisała o tym pracę dyplomową na studiach, więc chcąc - nie chcąc i ja się czegoś w tym temacie nauczyłem. Wiele rzeczy na Gibie było dla nas kompletnie nowych, takich których nie spodziewaliśmy się w ogóle, albo o których wiedzieliśmy, ale zaskoczyły nas, gdy zetknęliśmy się z nimi twarzą w twarz.

1. Wyłączenia prądu
Z czasów tak zwanych "słusznie minionych" pamiętam, że jeśli w naszym mieszkaniu światło gasło na chwilę, to trzeba było przygotować się na powszechne w PRL "planowe wyłączenia prądu", którego potrafiło nie być po kilka godzin.

Na Gibraltarze mamy to samo, tylko że tutaj nikt nas nie ostrzega. Wyobrażacie sobie co poczułem, kiedy trzeciego dnia po przyjeździe okazało się nagle, że w mieszkaniu nie ma prądu? W pierwszej chwili pomyślałem "ok, spieprzyłem coś przy podpisywaniu umowy z elektrownią, no i odcięli...", ale później zorientowałem się, że u sąsiadów też nie ma prądu. Co tam u sąsiadów, w całej okolicy światło jest jedynie w ulicznych lampach i pobliskiej bazie wojskowej! Takich blackoutów do tej pory, czyli przez 3 tygodnie, mieliśmy 5, najdłuższy trwał 3 godziny.


Oczywiście każda awaria jest komentowana w mediach oraz przez zwykłych ludzi. Najlepszy tekst jaki czytałem na ten temat to "3rd GDP in the world and those f**kers don't know how to fix electricity!" (3-cie najwyższe PKB na świecie, a te ch*je nie potrafią naprawić prądu!").

2. Duża wódka w cenie trzech piw
Gibraltar to raj dla alkoholików koneserów mocnych trunków. To jest po prostu jedna wielka strefa wolnocłowa, w której ceny papierosów, kosmetyków, a także oczywiście flaszeczek, potrafią przyprawić o zawrót głowy. Dużą butelkę rosyjskiej wódki można dostać w cenie £4,30 (ok. 23 zł), za te same pieniądze, w tym samym sklepie (supermarket Coviran) można kupić... 3 puszki piwa.


I teraz tzw. tricky part. Pewnie pomyśleliście sobie, co to za okazja, wódka w Polsce kosztuje tyle samo. No właśnie nie bardzo, bo £4,30 to cena za litr gorzały. Czyli dwa razy więcej, niż za te same pieniądze w Polsce.

3. Marzenie polskich kierowców - benzyna po 5,5 złotych
Za pierwszym razem przecierałem oczy ze zdumienia, bo w Hiszpanii, około 300 km od La Linea płaciłem za Pb95 około 1,6 euro (6,8 zł), a tutaj jak wół cena na stacji benzynowej: £1,03 (5,5 zł), czyli taniej niż w Polsce, kiedy tankowałem samochód przed wyjazdem na Gibraltar!


Da się? Da się. A jak? Wystarczy nie obkładać paliwa mnóstwem podatków, jak robi się to w Polsce, w której znaczną część ceny stanowi akcyza. Czyli podatek od luksusu, dowalany np. papierosom i alkoholom (nota bene na Gibie nie ma go też w cenie takich produktów).

4. Znasz angielski, znasz hiszpański, a nie zrozumiesz.
Kiedyś myślałem, że cockney (typowa wypowiedź: "Yyyy whatta yyy eee aaa fuckin' eee") jest trudny do zrozumienia, ale to nic w porównaniu z dialektem "gibraltarskim". Oczywiście językiem urzędowym na Gibie jest angielski, naturalnie wszędzie da się dogadać po hiszpańsku, ale jeśli dwóch Gibraltarczyków stojących obok Ciebie będzie chciało pogadać tak, żebyś nie zrozumiał, to nie masz szans.

Powodem jest Llanito, teoretycznie mieszanka angielskiego i hiszpańskiego, czyli nic bardzo skomplikowanego, tyle że hiszpański to dialekt andaluzyjski, a poza nimi dochodzi jeszcze słownictwo z innych języków śródziemnomorskich, w tym arabskiego oraz cała masa słów charakterystycznych wyłącznie dla Llanito.

Do tego localsi mówią szybko. Naprawdę bardzo szybko. Tak szybko, że najczęściej mam problem ze stwierdzeniem w którym miejscu kończy się jeden wyraz, a zaczyna inny...

5. Konto bankowe
To jest naprawdę dziwne :) W Polsce kiedy chcesz założyć sobie konto, po prostu wchodzisz do banku i po godzinie wszystko jest załatwione. Na Gibraltarze trwa to kilka tygodni... jeśli ma się szczęście

Na dobrze, nie jest to typowa sytuacja, więc kilka słów wytłumaczenia. Bank Berkley's który do tej pory był chyba najpopularniejszy na Gibie, wycofuje się, w związku z czym cała masa jego klientów musiała przenieść swoje rachunki, kredyty, oszczędności i tak dalej do konkurencji. W NatWest miła pani z obsługi klienta powiedziała mi, że konto może mi zaproponować tak w okolicy listopada - października, w innych bankach podobnie. Najlepsza sytuacja jest w Newcastle Building Society, czyli takim parabanku, który zajmuje się przede wszystkim hipotekami, bo tam możemy mieć konto od ręki, ale bez karty, bez przelewów internetowych, mimo wszystko chyba właśnie tam założymy rachunek.

6. Lotnisko
Wydawało mi się, że wszyscy wiedzą, ale okazało się, że jednak nie, więc napiszę i o lotnisku gibraltarskim, Polakom kojarzy się przede wszystkim ze śmiercią gen Sikorskiego, dla wszystkich innych to po prostu miejsce do którego dowozi się z Wielkiej Brytanii turystów (przede wszystkim) i biznesmenów (mniej) i z którego oni potem odlatują.


Lotnisko ma dwie niezwykłe cechy. Po pierwsze pas startowy przecina droga łącząca centrum Gibu i przejście graniczne (oraz terminal lotniska), dlatego na czas startów/lądować oraz czyszczenia pasa wszelki ruch pojazdów i pieszych jest wstrzymywany.




Po drugie to jedno z najniebezpieczniejszych lotnisk, ze względu na silne podmuchy wiatru oraz fakt, że pas startowy z obu stron kończy się w morzu. Mimo wszystko samoloty pasażerskie startują i lądują tutaj bez problemów, bardziej nieprzewidywalna od pogody potrafi być Hiszpania, która już wiele razy zamykała swoją przestrzeń powietrzną, tym samym efektywnie zamykając gibraltarskie lotnisko.Ale zazwyczaj wszystko jest ok, ponad to z lotniska wspólnie z samolotami pasażerskimi korzystają także Królewskie Siły Powietrzne, których pododdział stacjonuje na Skale.

7. Mewy
Skaranie boskie z tymi mewami! Są wszędzie i nie dość że potrafią wrzeszczeć dosłownie przez całą noc, budząc człowieka po kilka razy, to jeszcze nie ma takiego niezadaszonego miejsca, w które nie dałyby rady narobić. Niby każdy myśli, że ptactwo nabrudzi najbardziej tam, gdzie siedzi, czyli pod drzewami, latarniami, skrajami dachów i to prawda. Tyle że wszędzie indziej też napaskudzi, różnica jest taka, że odrobinę mniej.





A teraz tak z ręką na sercu, o ilu z tych rzeczy wiedzieliście, a o ilu nie ?

3 komentarze:

  1. Z ręką na sercu przyznaję się:) :
    1. Wyłączenia prądu - HIT :D Jestem strasznie zaskoczona, że w XXI wieku cywilizowane zakątki świata mają tego typu problem.
    2. Cena wódki - kolejne zaskoczenie. Zazwyczaj "za granicą" ceny alkoholu są wysokie (przykład Norwegii).
    3. Cena paliwa - nie była dla mnie zaskoczeniem. Niezależnie od waluty cena paliwa oscyluje w granicach jednostki jaką jest 1 (jedyneczka;)), tylko oczywiście nie w naszym państwie, bo Polaków stać, by płacić szósteczkę...aahhh zapomniałabym o innym "skrajnym" przypadku -Arabii Saudyjskiej, gdzie paliwo kosztuje grosze ;)
    4. Llanito - bez zaskoczenia. W każdym zakątku świata miejscowa ludność wypracowuje swoje dialekty językowe. Ze względu na dosyć skomplikowany charakter tego miejsca nie można oczekiwać "czystego" angielskiego, czy hiszpańskiego.
    5. Konto bankowe - szok. W czasach, gdy coraz częściej mamy w dłoni "plastik" niż "papierek" jest to spory problem.
    6. Lotnisko - wiedziałam i nie wiedziałam. Przyznam się, że w związku z Waszym wyjazdem troszkę poszperałam w necie o Gibie .... :p Grafika Google pozwoliła mi się dowiedzieć o dość nietypowym usytuowaniu lotniska, ale nie zdawałam sb sprawy z jego dodatkowych "funkcji".
    7. Mewy - brak zaskoczenia, bo chyba każdy wie, że to okropne zakały heheh :D Nad naszym morzem brudzą, skrzeczą i dokuczają, więc jest tak zapewne wszędzie, gdzie występują ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dom na greckich wyspach Państwu odradzam. Pańska fantazja ani nie sięgnie ile i jakich biurokratycznych problemów stworzą Wam najbardziej zawzięci wrogowie Grecji, czyli greccy biurokraci. O podatkach już nawet nie wspominając, przy tym oczywiście ogłaszanych z mocą wsteczną. Lepiej po prostu tu przyjeżdżać, a jeszcze lepiej przed sezonem (czyli w kwietniu, maju czerwcu) czy po sezonie (spoko od połowy września) - wtedy jest extra. Zresztą to wcale nie muszą być wyspy, super i z podobną atmosferą, za to nieskończoną ilością miejsc do włóczęgi jest także południowy Peloponez, od Sparty w dół, zwłaszcza w dół i na Wschód...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale sprawy uproszczą się, podatki złagodnieją itd, o ile zamiast domu będzie to "gospodarstwo rolne". Ale najlepiej... całorocznie coś wynająć. Można na wiele lat. I wtedy (prawie) zero problemu. Trzeba mieć jednak logistisa (odpowiednik księgowego), bez którego tu ani rusz. Mieszkam 17 lat. Jest wrednie, jest podle, jest trudno... no, ale do Wawy zaaaaa nic z Grecji nie wrócę :)

      Usuń