piątek, 26 grudnia 2014

Boże Narodzenie na Gibie - polonijne imprezy

Pierwsze nasze święta na Gibraltarze. Bez śniegu (podobno kiedyś na Gibie padał, chyba w 1860, a poza tym kiedy pada grad ludzie często myślą, że to śnieg), bez żywej choinki (wykupione już na początku grudnia), bez śledzi (choć objechałem wszystkie markety w promieniu kilku km). I mimo, że udało nam się zdobyć buraki na barszcz i kiszoną kapustę na pierogi to najbardziej brakowało rodziny. Oczywiście był skype, to na plus. I na szczęście świąteczne życzenia przez komunikator internetowy nie wyglądały jak te składane przez Zamachowskiego w firmie "Szczęśliwego Nowego Jorku", chociaż trochę się tego bałem.

W każdym razie na pewno nie możemy powiedzieć, że byliśmy samotni w celebrowaniu polskich zwyczajów. Jeszcze przed świętami wzięliśmy udział w dwóch polonijnych imprezach.



Tak w ogóle, to polonia na Gibraltarze i w jego okolicach to jest bardzo specyficzna grupa ludzi. Trudno powiedzieć, żebyśmy mieli ze sobą wiele wspólnego, bo różne były u nas powody do przyjazdu na południowy koniec Europy, zajmujemy się różnymi rzeczami, nie mówiąc już o takich oczywistościach, jak to że mamy przegląd wielu osobowości i charakterów. Mimo wszystko, jeśli zbierzecie wszystkie popularne wyobrażenia i opinie na temat tego, jak wygląda i co robią Polacy, gdy emigrują, to wyjdzie wam lista rzeczy, których nie znajdziecie ani na Gibie, ani w La Linea, czy okolicach.

Chów wsobny i nieufność w stosunku do obcych (choć my tu jesteśmy "obcy"), albo z drugiej strony udawanie, że nie jest się Polakiem, za wszelką cenę unikanie innych expatów znad Wisły? To nie tutaj (no, może poza tym ostatnim, bo jedną taką osobę znamy, ale nie napiszemy, bo może czyta i zrobiłoby się jej przykro). Może takie podejście to zasługa południowego słońca? Może wpływ ma hiszpańska mañana? Don't know, don't care. Najważniejsze jest to, że zebrała się tutaj grupa ludzi o bardzo pozytywnym podejściu, otwartych i sympatycznych.


W końcu nie ma lepszej okazji, żeby spotkać się w świetnej atmosferze, niż Boże Narodzenie! W Polsce celebrowanie świątecznych spotkań na początku grudnia często uważane jest za przegięcie, pod tym względem Hiszpania i Gibraltar są totalnie odmienne. Już od tygodni kolorowe światełka przypominają o nadchodzących świętach, życząc wszystkich Merry Christmas i Feliz Navidad. I w takiej atmosferze spotkaliśmy się w  niedzielę, 7 grudnia, w La Linea na Polskiej Wigilii.


Niemal całość przygotowań do imprezy na kilkadziesiąt osób, z dziećmi i do tego w świątecznej atmosferze, wziął na siebie Artur. Nam przypadło kupowanie prezentów dla dzieci i ich pakowanie, co załatwiliśmy w jeden dzień. Przywieźliśmy też choinkę (sztuczną, ale zawsze), którą zabraliśmy od Zuzy, niestety chorej tego dnia wraz ze swoją małą Tyty (http://tytyimama.pl/).


Dzieci oczywiście niemal od razu wzięły się za przygotowanie ozdób na świąteczne drzewko. Były tradycyjne łańcuchy z papieru, wycinane gwiazdy i kokardy, ale za bombki służyły pomalowane muszle.




Nie ma wigilii bez zastawionego stołu i mimo, że podczas tej imprezy zabrakło barszczu z uszkami to pojawiły się takie przysmaki jak śledzie, kutia, pierogi, sałatka jarzynowa i mnóstwo ciast i ciasteczek, które dzieci samodzielnie dekorowały. Był także biały opłatek oraz najlepsze życzenia, przyjaźń i życzliwość.





Ho, ho, ho przybył też Mikołaj z worami pełnymi prezentów. Był radością i atrakcją nie tylko dla najmłodszych dzieci, ale też i dla dużo starszych ;)




Nie ma co tu dużo się rozpisywać na temat tej imprezy. Jak było możecie zobaczyć na filmie.


Druga świąteczne wydarzenie na Gibraltarze to był koncert polskich kolęd. Wnętrza katedry katolickiej wypełniały się polskimi kolędami i pastorałkami, które zgodnym chórem śpiewało ponad 50 osób. Nastrój budowały zapalone świeczki, światełka i zimne ognie.








Wszyscy wykonawcy, mimo, że amatorzy to na prawdę pięknie śpiewali. Za rok chyba i my przygotujemy jakiś rodzinny występ. Chociaż śpiewanie to nie jest nasza mocna strona, przynajmniej nie na trzeźwo.

Na koniec odbyła się zbiórka na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, którą przeprowadził Sztab Gibraltar i Andaluzja. Zbiórka odbyła się w kościele, co jest niebywałym ewenementem, bo w Polsce w kościołach można co najwyżej posłuchać rojeń o tym, jaki zły jest WOŚP i jaki to szatan. 11 stycznia odbędzie się również finał tej największej polskiej akcji charytatywnej, kolejny raz także na Gibraltarze. I my weźmiemy udział, niezależnie od tego, że Owsiaka niestety uważam (po jego ostatnich przygodach typu chodzenie po stole, czy kręcenie z pieniędzmi, które dostaje od WOŚP) za osobę, która swoimi zachowaniami bardziej szkodzi Orkiestrze, niż jej pomaga... 

Mimo tego pamiętam bowiem, że kiedy rodziły się Julka i Nastka, to na neonatologii niemal wszystkie nowoczesne urządzenia diagnostyczne (do badań przesiewowych słuchu, usg, itd.) przyklejone miały czerwone serduszko. Poza tym żadna inna akcja nie angażuje takiej ilości ludzi gotowych pomagać innym, nawet Caritas pod tym względem odpada. Dlatego będę ja oraz dziewczyny i mamy nadzieję zebrać bardzo dużo funtów i euro.


A poza tym również z kościelnego kolędowania mamy dla Was film. 
 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz