niedziela, 1 lutego 2015

Jak się gości różnych gości na Gibraltarze

Zamieszkanie w ciekawym zakątku świata nieuchronnie wiąże się z tym, że wiele osób będzie chciało Cię odwiedzić, albo przynajmniej skorzystać z Twojej gościny, żeby zaoszczędzić na drogich noclegach w hotelach (a na Gibie hotele są naprawdę BARDZO drogie, zwykle niewspółmiernie do oferowanej jakości pokoi). Tak więc należy się spodziewać, że odezwie się nie raz w tym celu rodzina, przyjaciele i znajomi, a jeśli ktoś tak jak my, jest jako potencjalny host na couchsurfingu, to także osoby zupełnie nieznajome.

Niedawno, jeszcze przed przygodą z pluskami, opisaną tutaj: klik, mieliśmy małą kumulację odwiedzin. Najpierw zapowiedziała się siostra Justyny razem z siostrzenicą. No i ok, dwie osoby to żaden problem, wystarczy oddać im jedną sypialnię, a Anastazję na ten czas zakwaterować w pokoju Julii. Lekki problem pojawił się, kiedy na couchsurfingu napisała do nas Malwina, jedna z dziewczyn, które poznaliśmy podczas wyjazdu do Izraela w kwietniu ubiegłego roku: klik i klik. Okazało się, że w tym samym czasie kiedy będziemy już mieli gości, przylatują do Hiszpanii we czworo i chcieliby spędzić u nas noc. Na początku była lekka konsternacja i prawie mierzenie domu centymetrem, żeby sprawdzić, czy da się ich wszystkich jakoś upchnąć, ale stwierdziliśmy, że o wiele lepiej będzie najpierw napisać, że spoko i niech przyjeżdżają, a potem martwić się, co z nimi zrobić :)

Byliśmy w tej kwestii tym bardziej optymistyczni, że sami, gdy Justyna była już w 6-tym miesiącu ciąży i miała niemały brzuszek, spaliśmy razem na łóżku o szerokości 90 cm i do końca jego używania nie przyszło nam do głowy, że jest ciasno.

W każdym razie Ela, siostra Justyny oraz Klaudia, jej (Eli) córka, przylatywały na tydzień. Dla Eli to miała być pierwsza przygoda z samolotami, w dodatku dość hardcore'owa bo lot był kombinowany, z przesiadką w Oslo, żeby było taniej, a one obie po angielsku to tak nie za bardzo. Mimo wszystko podróż upłynęła bezproblemowo, a Justyna przy pierwszej okazji postanowiła zabrać je na zwiedzanie Skały, wszyscy pojechaliśmy też do pobliskiej Bolonii i Tarify. No i okazało się, że napisać, że goście byli zadowoleni, to tak, jakby nic nie napisać. Zresztą nie ma czemu się dziwić, popatrzcie tylko, jakie widoki można podziwiać na Gibraltarze.




Ela wpadła na pomysł, że jeden z makaków gibraltarskich wejdzie jej na głowę. "Dobra, dobra" chciałem powiedzieć, ale w końcu nic nie powiedziałem, bo pomysł wydawał mi się równie niemądry, co niemożliwy do zrealizowania. A co się okazało? Podeszła do małpki, coś tam do niej pogadała i...


...i dała radę. Makaki polubiły ją, z wzajemnością rzecz jasna.


Przy okazji trzeba dodać, że akurat tego dnia przejrzystość powietrza była świetna i bez trudu dawało się zauważyć afrykańskim brzeg z Dżabal Musa, czy Ceutą, co w zimie nie zdarzało się często, zwykle nie można było nawet zobaczyć drugiej strony Cieśniny Gibraltarskiej! 



Wspomnianą Bolonię odwiedziliśmy w sobotnie popołudnie, wcześniej się nie dało, bo do 14.00 zwykle biorę udział w reko Ceremonii Kluczy (taka lokalna wersja najbardziej znanej, czyli tej z londyńskiej Tower). Udało się nam wpaść do Baleo Claudia na 1,5 godziny przed zamknięciem muzeum, pospacerować po plaży i śmignąć do Tarify, tam jednak zrobiło się już ciemno, a Levante wiał tak mocno, że po pół godzinie zdecydowaliśmy się na powrót na Gib.





A nasi pozostali goście? Przygotowaliśmy dla nich sypialnię Julii, a obie dziewczyny na czas ich wizyty przeprowadziły się do naszego pokoju. Goście przyjechali zgodnie z planem i zwiedzali Skałę w dniu z pogodą w kratkę (do południa było idealne słońce, później się rozpadało), po czym zaproponowaliśmy, żeby zostali jeszcze jedną noc, bo okazało się, że chcą wracać do Malagi stopem, a wiele razy już pisałem, jaka jest z tym tragedia w Hiszpanii, a kolejnego dnia i tak jechałem na lotnisko Costa del Sol, żeby odwieźć Elę i Klaudię, więc w końcu pojechaliśmy wszyscy razem, przy okazji zajmując każde wolne miejsce w moim samochodzie. Sorry za jakość zdjęcia, strzelane telefonem.



Już na lotnisku pożegnaliśmy się, a ja wróciłem na Gib, tylko po to, żeby tego samego dnia odkryć, że Justynka próbowała podpalić nam kuchnię oraz że w naszym mieszkaniu żyje z nami kilkadziesiąt pluskiew, o czym pisałem we wcześniejszej notce na blogu: klik A już pojutrze dla odmiany będziemy mieć kolejnych gości! :)  I znów czeka mnie wyjazd do Malagi na lotnisko, ale przynajmniej będę mógł znów wpaść do Ikei na klopsiki i może znów kupić coś fajnego do domu.

1 komentarz:

  1. Michał uświadomiłeś mi, że angielskiego to ja nie znam, za to "makakański", by porozumieć się z małpami znakomicie :)
    Dziękuję Justyna i Michał za cudowną przygodę do jakiej mnie pchnęliście niespodziewanie wyszukując i rezerwując bilety lotnicze na Gibraltar. Cudowne przeżycia: Morze Śródziemne, Gibraltar, Hiszpania, Tarifa, Bolonia, Ocean Atlantycki, Afryka w oddali, a tak blisko, pierwszy lot samolotem, Oslo lotnisko (śnieżyca) ... rewelacja !!!
    Pozdrawiam, całuski dla Justyny, Julki i Nastusi ;*
    Ela.

    OdpowiedzUsuń