czwartek, 5 lutego 2015

Muszę się Wam do czegoś przyznać...

Muszę się do czegoś przyznać. Tylko się nie śmiejcie.
Albo śmiejcie się, sam też pewnie bym się śmiał, gdyby nie chodziło właśnie o mnie.
Na Gibie nabraliśmy trochę luzu i dystansu, próbujemy nie tracić czasu na rzeczy nieważne i te mniej ważne, staramy się robić to, co sprawia nam radość. I chyba całkiem nieźle nam to zaczęło wychodzić. 

Dlatego stwierdziłem, że czas już najwyższy, żeby zabrać się za to, o czym myślałem od długiego czasu. Zacząłem pisać książkę. Ok, wiem jak to brzmi, sam się głośno śmieję, stukając teraz w klawiaturę, ale naprawdę, zacząłem pisać. Zawsze chciałem to robić, ale też zawsze było coś ważniejszego, za mało czasu i tak dalej. No to teraz jest czas, jest chęć, zobaczymy czy jest talent, czy jedynie grafomania ;)


Żeby było jasne - nie piszę tego, żeby się pochwalić na zasadzie "jestę literatę", chodzi mi bardziej o samodyscyplinę, bo skoro napiszę o tym, że piszę, to jak mawia moja babcia "słowo się rzekło, kobyłka u płota", nie będzie łatwo się później wymigać i gdyby nic z tego nie wyszło z uwagi na prokrastynację, lenistwo itp, to każdy będzie miał prawo głośno się ze mnie śmiać i nie będę mógł mieć o to żadnych pretensji.... 

Niestety, jak zwykle nie jestem w stanie zabrać się do tego co robię tak po prostu, więc piszę dwie książki na raz... Tak, dla mnie też to brzmi dziwnie, ale pierwszą zacząłem już jakiś czas temu, a pomysł na nią nosiłem kilka lat, drugą natomiast, całkiem niedawno, już będą na Gibraltarze. Cholera wie, czy kiedy już skończę przynajmniej jedną z nich, znajdzie się ktoś na tyle szalony, żeby to wydać, choć oczywiście mam nadzieję, że tak. Ale jeśli nie - trudno. Przynajmniej w ten sposób dowiem się, czy moje nowe hobby ma sens, czy jednak lepiej byłoby, gdybym kupił sobie wędkę. A jeżeli bym nie spróbował, to na pewno bym się nie dowiedział, a świat być może straciłby bezpowrotnie talent na miarę literackiej nagrody Nobla ;)


Ok. Skoro już w moim daleko posuniętym ekstrawertzmie powiedziałem A, to muszę powiedzieć B i napisać, o czym piszę. Trzymajcie się.

Pierwsza książka, nad którą siedzę już długo, co niestety nie przełożyło się na objętość gotowego tekstu, będzie humorystyczna. Jej bohaterem jest seksista, szowinista, egocentryk i prawicowiec, ostatni docent PRL, Roman Vasa, (tak naprawdę Wasa, ale pan docent szczodrze zapłacił pewnemu heraldykowi za wywiedzenie jego rodu od samego króla Zygmunta III, przez co będąc również monarchistą, rości sobie pretensje do tronu polskiego oraz szwedzkiego). Vasa będzie musiał, za sprawą nieoczekiwanego zbiegu okoliczności, we współpracy z CIA, stawić czoła międzynarodowemu geniuszowi zła, który planuje zemstę na kobietach za to, że przez całe życie był przez nie lekceważony, a w ramach zemsty zamierza wyrzucić księżyc z orbity Ziemi i tym samym spowodować u wszystkich przedstawicielek płci pięknej permanentny okres. 

Druga będzie mniej wesoła. Pod wpływem sytuacji na Ukrainie zacząłem pisać historię political fiction, w której dochodzi do współczesnego, odwróconego paktu Ribbentrop - Mołotow, w efekcie którego po rosyjskiej agresji na Polskę, kiedy trwają walki na pn-wsch kraju, Niemcy ogłaszają rozkład polskiej państwowości i wchodzą na tereny Pomorza, Wielkopolski, Małopolski i Śląska, by zapewnić tam ordnung. Integralną częścią książki, takimi przerywnikami, będą zgodne czasowo z linią fabularną wydarzeń, teksty armii rosyjskich internetowych trolli, wzorowane bardzo mocno na dzisiejszej propagandzie dotyczącej wydarzeń na Krymie i w Donbasie, którą można przeczytać na większości liczących się polskich i nie tylko portali, które umożliwiają czytelnikom komentowanie artykułów.


Ufff... 
Coming out został dokonany. Żeby nie mieszać moich wypocin literackich z podstawową tematyką bloga Smart With Kids, za jakiś czas otworzę drugiego bloga, na którym będę zamieszczał różne przemyślenia, pomysły i kawałki tego, co napiszę, oczywiście z prośbą o krytykę. Tytuł tego nowego chyba będzie miał coś z grafomanią w tle, bo wtedy, jak się okaże, że talentu we mnie za grosz, będę mógł powiedzieć, że wiedziałem o tym od początku, dlatego blog nazywał się tak, a nie inaczej. No i rzecz jasna, będę wdzięczny za każde słowa komentarza, nawet te mniej wybredne, mam dość twardy tył i nie obrażam się za takie rzeczy. 

9 komentarzy:

  1. Pierwsze skojarzenie - Noteka 2015, i to w obu przypadkach (przy czym w pierwszym bardziej cały zbiór opowiadań, a w drugim tytułowe opowiadanie). :) Pisz, pisz, zapowiada się ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałem Noteki, będę musiał to nadrobić, jak tylko skończę Śnieg przykryje śnieg, Henriksena, który czytam teraz. Mam nadzieję, że nie wymyśliłem takiej samej historii :)

      Usuń
  2. Tylko niech Niemcy nie wchodzą do Wielkopolski !!! :D żart.

    OdpowiedzUsuń
  3. ani na Lubelszczyzne!! pisz Michal, obdwie ksiazki brzmia bardzo dobrze. pozdrawiam! Aga

    OdpowiedzUsuń
  4. polski Dan Brown...najwyzsza pora! (przy czym - dla jasnosci - lubie Dana Browna - bez ironii cienia! )

    OdpowiedzUsuń
  5. Dan Brown bardzo chętnie, ale głównie pod względem tempa i tego jak fabuła wciąga. Bo niestety każda kolejna po "Kodzie..." książka to było kopiowanie tego samego schematu, ostatnia trochę się różni, ale też niestety nie za bardzo. Mimo wszystko dzięki za dobre słowo! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszą przeczytam, drugiej nie ruszę i proszę: PISZ PAN!
    Pozdrawia - Magdalena z Lublina

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszą przeczytam, drugiej nie ruszę i proszę: PISZ PAN!
    Pozdrawia - Magdalena z Lublina

    OdpowiedzUsuń
  8. nic nie wychodzi nigdy z ujawnionych planów

    OdpowiedzUsuń