niedziela, 8 marca 2015

Malaga biegiem

Minusem tego, że gibraltarski szpital nie jest wyposażony we wszystkie urządzenia medyczne, jakie mają duże szpitale w Polsce i nie ma tylu specjalistów, jest konieczność jeżdżenia do Hiszpanii, do różnych placówek medycznych, współpracujących ze Skałą.

Żeby Anastazja mogła być konsultowana przez kardiologa dziecięcego musieliśmy pojechać do Malagi. Na całe szczęście zbiegło się to z dniem wylotu do Polski moich rodziców, którzy wpadli na tydzień odwiedzić nas i odpocząć trochę od "pięknej" pogody nad Wisłą, więc załatwiliśmy przy okazji dwie rzeczy. Po spotkaniu z kardiologiem i badaniach, poszliśmy na szybko zachwycić się kawałkiem Malagi - uwierzycie, że byliśmy tam ponad 20 razy, ale ani razu w ścisłym centrum???

Na pierwszy ogień poszła plaża, bo klinika leżała zaledwie 500 metrów od niej. Słońce przypiekało, dziewczyny świetnie bawiły się ganiając przy zraszaczach w klombach kwiatów i na okolicznym placu zabaw, a my z Justyną mogliśmy chilloutować się słuchając szumu morskich fal. Chociaż to początek marca, na plaży było sporo ludzi, większość się opalała, ale byli i wariaci, którzy wchodzili do morza, żeby popływać.







Po centrum dosłownie przelecieliśmy, mając na to zaledwie 2 godziny, żeby móc wrócić przed 20.00 na Gibraltar, żebym się nie spóźnił na szkolenie. Można powiedzieć, że zrobiliśmy taki mały rekonesans i już wiemy dokąd koniecznie będzie trzeba pójść, kiedy przyjedziemy do Malagi na dłużej, co najmniej na dwa dni, żeby mieć okazję do wybawienia się, bez nawet odrobiny pośpiechu. Po hiszpańsku.

 





I na koniec fajny polski akcent na ulicach miasta, plakat Idy przed kinem studyjnym, grającym filmy z definicji dobre, artystyczne i zaangażowane. To świetnie, że Hiszpanie będą mieli okazję pójść, zobaczyć dobry polski film i być może potem zechcą dowiedzieć się czegoś więcej o naszym kraju. I nie, nie są na tyle głupi, żeby odebrać obraz jako historię pt. "podczas wojny Polacy zajmowali się mordowaniem Żydów", o to jestem całkiem spokojny, tak grubą głupotę można wymyślić tylko w Polsce...


Najciekawsze jest to, że do Malagi wróciliśmy 3 dni później. A w zasadzie pod Malagę, do kolejnej kliniki, na badanie Anastazji. Trzeba było zrobić rezonans (MRI), na który w Polsce, jak czytałem w necie, czeka się od 3 do 6 miesięcy, z kolei na Gibraltarze czekaliśmy 2 tygodnie od ataku Nastki, tydzień od konsultacji z pediatrą - neurologiem. W ramach lokalnego odpowiednika NFZ, bez łapówek, bez znajomości i jako obcokrajowcy. I jak tu nie kochać tego wspaniałego miejsca?

1 komentarz:

  1. W Polsce prywatnie czeka się max kilka dni na rezonans (ja miałem na przykład "z dnia na dzień"). Co do pogody, to dzisiaj jest +14 w niektórych miejscach więc jest naprawdę piękna.

    Za to wielkie brawa za podejście do Idy! Też uważa, że należy tak do niego podchodzić, a nie doszukiwać się jakichś głupich rzeczy!

    Pozdrawiam serdecznie i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń