niedziela, 19 kwietnia 2015

Po dłuższym milczeniu

Strasznie dawno nic nie pisaliśmy. Ale mamy wytłumaczenie, nawet dwa.

Po pierwsze spędziliśmy świąteczny tydzień w Polsce, nie było to lekkie, ale jakoś udało się nam przetrwać, chociaż już chyba trzeciego dnia tęskniliśmy za Gibem, po drugie mamy na głowie szukanie nowego mieszkania, co nie jest łatwe bo chcemy wyprowadzić się gdzieś niedaleko, żeby dziewczynki nie musiały długo iść do szkoły, marzymy też o widoku z okien na morze, a nie na betonową ścianę, tak jak teraz.

Dwa mieszkania w świetnie położonym bloku, zaraz obok szkoły, przeszły nam koło nosa. Właściciel jednego zrezygnował z wynajmu, z tego co mówiła agentka nieruchomości, nie wyszła mu praca za granicą i zostaje na Gibraltarze, drugiego nawet nie zdążyliśmy obejrzeć, bo ktoś nas ubiegł, wpłacając kaucję w ciemno. Oglądałem też mieszkanie które oprócz wielu zalet (m.in. widoki z okna, świeżo po remoncie) okazało się malutkie (nie 60m2 jak twierdziła agencja, ale chyba nawet poniżej 50), a do tego miało pojedyncze szyby w oknach, co w zimie na pewno nieźle by nam dało w kość. Do tego jedna sypialnia (nie wiem kto wpadł na pomysł, żeby nazwać tak pokój, w którym ledwo zmieściłoby się łóżko) była tak mikra, że bez problemów można było wyciągając ręce dotknąć do przeciwległych ścian...



Szukamy nadal, ciągle przekopując oferty w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego, z nadzieją, że tym razem nikt nas nie ubiegnie. Codziennie kilka stron internetowych, do tego grupy i fanpage na Facebooku, dzwonienie i tak dalej. Na szczęście bez stresu, bo mocno wierzymy że prędzej czy później (oby prędzej), znajdziemy nasze nowe, wymarzone mieszkanko i pożegnamy się z obecnym, a przede wszystkim z naszą "ukochaną" agencją nieruchomości.

Tyle lekkiego narzekania z naszej strony. Od tygodnia wreszcie mamy taką pogodę, o której myśleliśmy podejmując w ubiegłym roku decyzję o przeprowadzce. Znajomi Gibraltarczycy strasznie narzekali na tegoroczną wiosnę, bo sporo padało, ale to chyba już za nami. Teraz mamy piękne słońce, temperatury około 20 - 23 stopni (co czuje się jakby było o jakieś 5 stopni cieplej) i zaczynamy wreszcie w pełni dostrzegać różnice między Polską a Skałą i korzystać z nich. Bo po prostu nie da się napisać nic ponad to, że jest pięknie, a stały dopływ promieni słonecznych daje tyle przyjemności i luzu, że niewiele więcej już jest potrzebne do pełni szczęścia. Może jeszcze tylko mieszkanie z widokiem ;)

Najlepsze jest to, że na plażach widuje się już sporo opalających się ludzi, o dziwo, jest też niemało kąpiących się. My też korzystamy, choć kiedy kilka dni temu byliśmy z dziewczynkami na ich ulubionym linowym placu zabaw oraz plaży (Justyna musiała odpoczywać po imprezie z koleżankami, z której wróciła o 4.00 nad ranem), żałowaliśmy, że nie mieliśmy ze sobą strojów kąpielowych. Na szczęście Julka i Nastka miały swoją ulubioną zabawę, czyli szukanie najpiękniejszych muszli oraz kamyków i wróciliśmy do domu z kolejnymi plażowymi trofeami.




 


A tak zupełnie przy okazji, w lokalnym Lidlu znaleźliśmy polskie piwo - Tyskie. Ale nie kupiliśmy bo po pierwsze było drogie, chyba około 2 euro za butelkę, a po drugie miałem straszną ochotę na sangrię, którą (nie chwaląc się, oczywiście), potrafię zrobić bardzo, bardzo dobrą.


Gorąco pozdrawiamy i już za chwilę pakujemy się do samochodu i jedziemy na plażę, bo szkoda marnować dzień, skoro pogoda na południu Europy jest tak wspaniała ;)

1 komentarz: