poniedziałek, 22 czerwca 2015

Calentita!


Jak ten czas leci... Tak mi się wydawało, że od ostatniego wpisu minęła dłuższa chwila, ale żeby aż trzy tygodnie? Zdecydowanie nie służyła nam atmosfera przed wakacjami oraz przeprowadzkami, na szczęście już prawie wszystko załatwione: za tydzień, po rocznym wynajmie, opuszczamy nasze mieszkanie. Nowe będziemy mieli dopiero od połowy sierpnia, więc musimy się gdzieś podziać!

Plan wygląda następująco: przeprowadzamy się na 2,5 tygodnia do mieszkania naszej koleżanki, która na ten czas wyjeżdża do Polski, potem jedziemy do Lizbony, lecimy na Azory, a po powrocie do stolicy Portugalii zgarniamy stamtąd mojego Tatę (któremu przy okazji składam życzenia z okazji święta wszystkich tatów) i jedziemy samochodem do Polski, a zostawiamy Justynę, która wróci na Gibraltar. W połowie sierpnia jesteśmy z powrotem na Skale, wchodzimy do pustego mieszkania z widokiem na Zatokę Gibraltarską oraz Jabal Musa w Afryce, kupujemy do niego piękne meble, kłócimy się z Justyną co ma gdzie stać, a na końcu robimy epicką parapetówkę!

***

Ale do rzeczy, tematem wpisu ma być Calentita!
Tak w ogóle calentita (caliente znaczy gorące) to od chyba 4 stuleci tradycyjne gibraltarskie danie, rodzaj placka-naleśnika z wody, mąki, oliwy z oliwe i przypraw z różnymi dodatkami kładzionymi na upieczone ciasto. Calentita to też nazwa festiwalu kulturalnego, który od 9 lat odbywa się na Gibraltarze i cieszy się ogromną popularnością, o czym przekonacie się oglądając zdjęcia.

Tegoroczna edycja nie zmieściła się na Casemates Square, w związku z czym zamknięto dworzec autobusowy oraz jedną boczną ulicę, biegnącą wzdłuż murów Gibraltaru. 50 stanowisk oraz sceny ledwo się zmieściły, a kiedy pod wieczór w sobotę, 20 czerwca pojawili się smakosze, tłok był taki, że przebycie 300 metrów potrafiło zająć 10 minut! 

Kiedy tylko zjawiliśmy się na placu, przywitała nas ze sceny piosenka "I have nothing" Whitney Houston, śpiewana przez jakąś lokalną nastolatkę głosem dość czystym, ale tak beznamiętnym i z taką pokerową twarzą, że gdybym nie znał słów, pomyślałbym, że młode dziewczę wyśpiewuje przepis na Calentitę, której w dodatku niespecjalnie lubi ;) Potem było już tylko lepiej, zmieniała się muzyka, występowali tancerze, ale i tak każdy zwracał uwagę przede wszystkim na to co można zjeść na straganach z kuchnią niemiecką, nepalską, meksykańską, amerykańską, hiszpańską, czy tajską.






Nasze degustacje zaczęły się od nachosów z sosem guacamole, popijanych mojito, później wsunęliśmy pysznego, słodkiego batata ze smażoną wołowiną, zdecydowanie najpyszniejszego, jakiego kiedykolwiek jedliśmy, były też hot dogi, zarówno w wersji typowej dla USA, jak i meksykańskiej, pikantnej i z pokruszonymi chipsami. Dziewczyny wolały słodkie muffinki, nie spróbowały tylko dwusmakowej, wielkiej waty cukrowej, bo kolejka do niej wyglądała tak, jakby ustawiło się w niej każde dziecko z Gibraltaru razem z rodzicami!










Przechadzając się między stanowiskami z potrawami ze wszystkich stron świata mieliśmy takie poczucie, że czegoś tutaj brakuje. Oczywiście nie było polskiego straganu, ale w sumie możemy mieć pretensje tylko do siebie, bo nie zorganizowaliśmy się, a był na to czas. Szkoda, ale nadrobimy to w przyszłym roku, sprowadzimy kiełbę wiejską, smalec, kiszone ogórki, zrobimy twarożki ze szczypiorkiem, lubelskie cebularze, poczęstujemy gości piwem z lokalnych browarów i krupnikiem (nie, nie zupą)! 

Powinno to być o tyle łatwiejsze, że in statu nascendi jest nasza organizacja, mająca zrzeszać Polonię na Gibraltarze, promować tutaj Polskę, a w Polsce Gibraltar, jej nazwa robocza to Polish Association in Gibraltar, a plany mamy bardzo ambitne. Nie będę wszystkich opisywał, żeby nie zapeszyć, ale takim pierwszym, łatwym chyba do zrealizowania, jest wzbogacenie zbiorów biblioteki w John MacIntosh Hall o kilka książek z polskiej klasyki w języku angielski. Chciałbym żeby wśród nich był przynajmniej jeden komplet Sagi o Wiedźminie, Andrzeja Sapkowskiego, bo myślę że na fali popularności gry The Witcher III literacki pierwowzór też będzie rozchwytywany :)

2 komentarze:

  1. Jak tylko doczytałem do wzbogacania biblioteki, zakrzyknąłem "Sapkowski!", ale tak to ten tego nic już. ;)

    Jakbyście przejeżdżali przez Warszawę i mieli ochotę na spotkanie, to dajcie znać - spotkania z innymi, a właściwie jednym innym podróżnikiem z forum bardzo fajnie wyszły. :) Naturalnie nocleg i inne bajery również się znajdą. Zapraszamy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Chętnie, pewnie jakoś w wakacje będziemy w Warszawie :)

      Usuń