niedziela, 19 lipca 2015

Azory, cz. 1

Niedawno minął rok odkąd przeprowadziliśmy się na Gibraltar. Jeśli wszystko miałoby pójść zgodnie z naszymi założeniami z tamtego czasu, to właśnie powinniśmy rozgaszczać się z powrotem w Polsce, ale plany się zmieniły, a my zostajemy na Skale. For good.

Z tego powodu mieliśmy trochę przeprowadzkowych perypetii, choć zakończonych happy endem. Poprzednie mieszkanie musieliśmy opuścić z końcem czerwca, a do nowego wprowadzimy się dopiero w sierpniu, co byłoby problemem, gdyby nie to, że jak zwykle los nam sprzyja: sąsiad z naszego bloku sam zaproponował nam, żebyśmy przechowali meble i różne rzeczy u niego w składziku, a nasza koleżanka Ania wyjeżdżając z rodziną na wakacje zostawiła nam ogromne mieszkanie z pięknym widokiem na Rosia Bay. Część rzeczy przewieźliśmy też do innej gibraltarskiej Polki, naszej koleżanki Zuzy. I wyszło super. :)

***

Tymczasem udało się nam wyjechać na zasłużony odpoczynek. Szef Justyny trochę kręcił nosem, ale nie miał wielkiego wyboru, bo noclegi i przeloty mieliśmy zarezerwowane od wielu miesięcy, więc musiał się zgodzić. I tak po 3 dniach spędzonych w Lizbonie wsiedliśmy do samolotu, który zabrał nas na wyspę Sao Miguel na archipelagu Azorów. Wylądowaliśmy w miniony czwartek i jadąc do wynajętego mieszkania zaniemówiliśmy z wrażenia. 

Wiem, że gdziekolwiek nie byliśmy, opisywaliśmy potem te miejsca jako jedne z najpiękniejszych, jakie widzieliśmy w życiu i dlatego teraz brak mi słów żeby opisać Azory. Trzeba tutaj przylecieć, żeby zobaczyć niesamowitą zieleń, klify nad oceanem, gejzery i gorące źródła, góry i górskie jeziora i wszystkie te urocze małe miasteczka. Pierwsze przemyślenie Justyny brzmiało mniej więcej tak: "Michał, sprawdź za ile tu możemy kupić jakiś  dom"... 

Od 4 dni zwiedzamy wyspę, kąpiemy się w ciepłym oceanie i zachwycamy się wszystkim dookoła. Muszę też dodać, że jak na tak niesamowicie atrakcyjne miejsce, ceny są bardzo, ale to bardzo niskie: nie bardzo mogłem uwierzyć, że za kolację dla 4 osób z piwem i napojami w lokalnej knajpce zapłaciliśmy niecałe 13 euro! 

Obejrzyjcie proszę nasze pierwsze zdjęcia ze zwiedzania Sao Miguel, wkrótce podzielimy się z Wami pozostałymi.


Punk widokowy nad Povoacao.


Plaża w Povoacao.


Plaża w Povoacao i najstarsza kaplica na wyspie.


Przystań rybacka w Povoacao.


Kąpielisko w Povoacao, ciepłe przyjemne fale, niestety pełne meduz. Michał zaliczył z nimi bliskie spotkanie ;)


Przystań rybacka w Povoacao.


Gorące źródła w Furnas. 


Kompleks basenów z wodami termalnumi Dona Beija. Wejście za jedyna 3 euro.


Widok na Lagoa Das Furnas


Przysmak restauracji nad jeziorem Furnas. Po co używać kuchenek, pieców jak ma się gorąco w ziemi. Kolejne gary są zakopane w widocznych kopcach. Po pięciu godzinach w dole pyszny "gulasz" gotowy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz