środa, 12 sierpnia 2015

Lizbona po raz drugi.


Jeszcze rok temu Lizbona wciąż leżała w strefie moich marzeń. Nieźle się tam umościła, bo pierwsze pragnienie, żeby w niej być pojawiło się ponad 10 lat temu,  na drugim roku studiów. Na zajęciach z antropologii miast,  pewien doktor Maciej przez pół semestru opowiadał o walorach stolicy Portugalii z tak wielką pasją i głębokim zaangażowaniem, że chyba w każdym z uczestników wykładów pojawiło się pragnienie, aby choć na chwilę zobaczyć i poczuć, to o czym słuchaliśmy.  
Pojawiły się też próby wyjazdów. Do jednego nawet byłam już spakowana. Było to w 2008 roku, kiedy razem z Michałem i Julką wybieraliśmy się do Portugalii na imprezę rekonstrukcji historycznej. Jednak zaledwie na dwa dni przed wyjazdem okazało się, że ze względu na 7 miesiąc ciąży i małe problemy z nią, wskazane jest, abym jednak sobie darowała tę wycieczkę. Michał i Julka świetnie się bawili, a ja rozpaczałam w domu ;)
Drugie podejście do odwiedzenia Lizbony zaplanowałam sobie jako wyjazd służbowy. Napisałam projekt finansowany z UE i z pełną premedytacją wybrałam partnera, który miał siedzibę właśnie w tym mieście. Organizacja, w której pracowałam dostała dofinansowanie na koszty podróży, wyżywienie, zakwaterowanie -  all includsive, a jak :) Ale tak jakoś potoczyły się moje losy, że zanim doszło do wyjazdu to zmieniłam pracę i już nie było możliwości, abym pojechała. Ale gorąco pozdrawiam wszystkich tych, którzy zajadali się ośmiorniczkami podczas tej wycieczki :)
Jak rok temu przeprowadziliśmy się na Gibraltar wiadomo było, że jedną z pierwszych podróży jakie sobie sprawimy będzie Lizbona. Nie było przebacz. Tym razem się udało. Serio!  TU są dowody :)
Po pierwszym spotkaniu, czułam się jakbym tylko musnęła to miasto i wiedziałam, że jeszcze nie raz tam powrócę.
Teraz już nie muszę tego nawet jakoś specjalnie planować. Odległość z Gibraltaru do Lizbony jest mniej więcej taka jak z Lublina do Gdańska ;) 
Przy okazji małej wyprawy na Azory o czym tutajtutaj kolejny raz odwiedziliśmy Lizbonę.
Ten pobyt nie był już taki sielankowy jak poprzedni, bo niestety Lizbona w sezonie trochę się różni od tej po za sezonem. 
Po pierwsze, mieliśmy straszny problem z parkowaniem samochodu, ale to taki, że czasem dwie godziny szukaliśmy miejsca.
Po drugie, ciągle próbowano nam sprzedać narkotyki, tak zwyczajnie na ulicy bez żadnego skrępowania.
Po trzecie, było bardzo gorąco ;).
Jednak główne atuty Lizbony i niepowtarzalny klimat są niezależne od od sezonu turystycznego i zawsze silnie odczuwalne. Także i tym razem mimo małych trudności z przyjemnością odkrywaliśmy kolejne zakamarki stolicy Portugalii. 
Ale już dobra, od pisania na blogu jest Michał - bo ja pisać to nie umiem ;). Zdjęcia wychodzą mi zdecydowanie lepiej, także zostawiam Was z tą miłą fotorelacją :)
A i jeszcze muszę dodać osobiste wyznanie ;). Lizbona nadal pozostaje moją ulubioną stolica jaką kiedykolwiek odwiedziłam.

 
 
  
  
 




4 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia!

    Ja mam z kolei coś nie tak z twarzą, bo często zdarzało się, że nieznajomi ludzie podchodzili do mnie i nie chcieli sprzedać, a kupić. :) I to nie w Lizbonie, a np. na Mazurach. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się bardzo, że trafiłam na tego bloga. Super zobaczyć znajomą rodzinkę i przeczytać, że u Was tak fajnie :)
    Cudne zdjęcia Lizbony, która również jest moim (jeszcze niespełnionym) marzeniem.
    Pozdrawiam serdecznie całą czwórkę.
    Agata ( z kolorowych łapek :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, dzięki za miłe słowa! Do Lizbony koniecznie trzeba się wybrać. I na Gibraltar też :)

      Usuń
  3. I’m trampled by your contents carry on the wonderful work. Maya bluboo

    OdpowiedzUsuń