czwartek, 21 kwietnia 2016

Faro

Długo nas nie było, prawda? Po wyjeździe na Majorkę nie bardzo chciało nam się pisać, a lepiej odłożyć bloga na chwilę, niż produkować notki wyłącznie dla zaspokojenia jakiegoś wewnętrznego przekonania, że "tak trzeba". Wreszcie udało się nam wyrwać na kilka dni poza Gib, w końcu rocznicę ślubu ma się tylko raz w roku, w dodatku zaczynał się trzynasty, zobaczymy czy pechowy, rok naszego pożycia ;) choć podobno to siódmy jest tym krytycznym i jak się go przetrwa, to się już jest razem do końca życia.

Jako cel wyjazdu wybraliśmy Portugalię, dlatego że byliśmy tam wcześniej niewiele razy (ja i Julka trzy, Justyna i Nastka dwa), a także z powodu niezwykłego klimatu, którego doświadczaliśmy do tej pory w Lisbonie, Leiri i na Azorach, jak również dlatego, że to po prostu niedaleko. Pojechaliśmy do Faro, o którym piszą, że nuda i nic nie ma do roboty, tylko lotnisko, żeby przylecieć, albo odlecieć. Na szczęście okazało się zupełnie inaczej, centrum Faro to niezwykle piękne miejsce, szczególnie muzeum miejskie (w niedziele wstęp darmowy, poszczęściło się nam), znajdujące się w starym klasztorze. Spacerowaliśmy uliczkami, zjedliśmy jedne z najlepszych lodów ever, a nad naszymi głowami wciąż startowały i lądowały samoloty, co kilka minut niemalże.

------------------

We've been gone for some time now. After our trip to Majorca we didn't really feel like writing anything on this blog and we felt that this was better than just writing blog note because "we should". Finally we managed to go on a city break away from Gib for our wedding anniversary, as this occasion is only once a year. Besides we were starting 13th year of being together which could be unlucky although wise men say that if you make through 7th year of marriage, then you stay together for life.

This time we went to Portugal, because we were only there a few times before (me and Julia three times, Justyna and Nastka twice), we love the spirit of Portugal and because it is close to where we live. We went to Faro, that is said to be boring, with nothing to do other that an airport to arrive or take off. Fortunately, it was exactly the opposite, center of Faro was a beautiful place, especially the museum (free admittance on Sundays, we got lucky) located in old monastery. We were walking the streets, having some of the best ice-cream ever. Above our heads there were planes taking off and landing all the time. 










Mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu na Ilha de Faro, kawałek za miastem, w niezwykle pięknej lokalizacji, w pobliżu Ilha Desetra, u ujścia do Atlantyku rzeki Formosa. Na Opuszczoną Wyspę niestety nie popłynęliśmy, bo pogoda była wybitnie w kratkę, zostawiając ją sobie na następny raz, podobnie jak Albufeirę oraz Lagos. Plaża nad oceanem natomiast, 20 metrów od naszego domu, to po prostu cudo, kto nie był, ten powinien koniecznie się tam wybrać!

------------------

We were living in a rented flat on Ilha de Faro, a bit outside the city in a beautiful location, close to Ilha Deserta, at the estuary of Formosa river. We didn't go to the Deserted Island as the weather was a mix of sunshine and heave rains, we left it for the next time, along with Albufeira and Lagos. We had the beach 20 meters away from our flat and it was fantastic, so whoever hasn't been there yet, really should go!



2 komentarze: